Opublikowano: 2 lipca 2019

„W tym roku polecę na Bali” – te właśnie słowa wypowiedziałam w przepiękną sylwestrową noc 2018 roku. Nie wiedziałam jeszcze z kiedy, z kim, za ile i na jak długo. Cel jednak został postawiony, nie sądziłam tylko, że zrealizuję go tak szybko. 

Tak naprawdę, wszystko zależało od ceny biletów jakie uda mi się znaleźć. Standardowy koszt w obie strony to około 3 000 zł – ja chciałam zejść poniżej 2000 zł i był to jedyny warunek. Pewnego pięknego, marcowego poranka, gdy już traciłam nadzieję udało mi się znaleźć bilety z Londynu do Denpasar za 1600 zł – sprawa nie podlegała dyskusji – lecimy w maju! 

Bali wschód słońca na bali indonezja i wchód słońca na polach ryżowych

Przed każdym wyjazdem skrupulatnie przeszukuję internet w poszukiwaniu informacji na temat danego miejsca. Tym razem przy wpisywaniu frazy „BALI” trzęsła mi się ręka i wszystko to wydawało się jakimś chorym snem, z którego zaraz się obudzę. Z wiadrem zimnej wody przyszli niektórzy blogerzy, którzy bardzo chłodno wypowiadali się na temat tej destynacji (przykładowy wpis Madame Edith https://madameedith.com/podroze/bali-dlaczego-warto-jechac/ ), czy Miles From Home http://www.milesfromhome.pl/2015/02/bali-kochac-czy-nienawidzic_4.html ). Bardzo szybko z  podjaranej nastolatki zamieniłam się w sceptycznie nastawioną Grażynkę, a w głowie krążyła myśl: „Świetnie, wydałaś 1,5 tyś na marne”.

W miarę upływu czasu zauważyłam jednak, że opinie co do tego miejsca są baaardzo różne. Postanowiłam nie nastawiać się tak naprawdę na nic, a swoje zdanie wyrobić na podstawie własnych doświadczeń. Nie mniej jednak jakiś plan podróży trzeba było stworzyć – nie chciałam przecież spędzić 2 tygodni na „brudnej plaży”. 

Decydując się na destynację jaką jest Bali, musisz wiedzieć, że chcąc zobaczyć najpiękniejsze miejsca  i naprawdę poczuć klimat wyspy, będą to intensywne wakacje, nastawione głównie na zwiedzanie. My wróciłyśmy chyba bardziej wymęczone niż wypoczęte. Jeśli natomiast planujesz wyjazd z myślą, że czas ten spędzisz na plaży – zrezygnuj – znacznie bardziej spodoba Ci się Dominikana, czy Zanzibar. Rzeczywiście, plaże na Bali zupełnie nie przypominają tych z klasycznych zdjęć z białym piaskiem i turkusową wodą. Powiedziałabym nawet, że nasz polski Bałtyk jest piękniejszy. Myślę jednak, że wyspa ta ma znacznie więcej do zaoferowania niż leżenie plackiem i popijanie Modżajto. 

Poniżej przedstawiam wam dokładny 2 tygodniowy plan podróży plus ceny z miejscami które zdołałyśmy odwiedzić. Osobiście uważam, że 2 tygodnie to zdecydowanie za mało aby zjechać całą wyspę. Bali nie jest też destynacją, na którą jedzie się w jedno miejsce. Wypad all inclusive to również nie najlepszy pomysł – każde z miast jest inne i ma co innego do zaoferowania. Aby zwiedzić ją dogłębnie, najkorzystniej jest zmieniać noclegi co kilka dni.

Podstawowy plan stworzyłam przed naszym wyjazdem, wiele jednak rzeczy ulegało zmianie w trakcie podróży.

Dzień I

TRANSPORT DO UBUD

Nasz lot z Londynu do Denpasar liniami Southern China z przesiadką w Guangzhou (Kanton) trwał 17 godzin. Na miejsce przyleciałyśmy około godziny 0:30.  Od razu zalała nas fala nie tylko gorąca, ale i taksówkarzy oferujących nam transport w okazyjnych cenach (700 000 rp). Dzięki kanale w serwisie Youtube LOST LEBLANC, wiedziałam, że trzeba się nieźle targować. I tak, za taksówkę z lotniska do hotelu w Ubud zapłaciłyśmy 300 000 rupii (90 zł). Było nas 5, a więc 18 złotych od osoby – ma się te umiejętności starego handlarza. Transport zajął nam 2,5 godziny. Zmęczone ale szczęśliwe dotarłyśmy na miejsce. 

Hotel: Junjungan Suite 

Pobyt: 3 noce

Cena za  5 osób ze śniadaniami : 2 700 000 rp/ 810 zł/162 zł/os

https://www.booking.com/hotel/id/junjungansuite.en-gb.html?label=gen173bo-1DCAEoggI46AdIM1gDaLYBiAEBmAEJuAEHyAEN2AED6AEBiAIBmAIEqAIDuAKnwOLnBcACAQ;sid=1d0d8cd6744c2996378e9e91ff860183

Dzień II

Zmęczone po długiej podróży, obudziłyśmy się z przepięknym widokiem na pola ryżowe.  Dopiero dotarło do mnie gdzie jestem – dosłownie w dżungli!  Pięknym widokom towarzyszyła rzesza malutkich żyjątek z jaszczurkami na czele. No cóż, takie uroki dzikiej przyrody.

Pierwszym punktem naszej wyprawy była słynna balijska huśtawka. Uprzejmy właściciel hotelu, zaoferował darmową podwózkę do najbliższego spotu. 

Aloha Ubud

Okazało się, że huśtawka nie jest jedna – stanowisk było od groma. Dodatkowo przeróżne miejsca, w których można robić sobie zdjęcia: kokony, wiszące łóżka, gniazda. Co więcej, pracownicy nie tylko pilnują bezpieczeństwa, ale też robią Ci zdjęcia i nagrywają filmy, a w cenie 150 000 rp (45zł) możesz wypożyczyć piękne, kolorowe suknie. Nie mogłam wyobrazić sobie bardziej Instagramowego miejsca. Wejście to koszt 350 000 rp (105zł) od osoby. W cenie korzystasz do woli ze wszystkich atrakcji oraz uczestniczysz w tastingu balijskich kaw.

Jak się myliłam myśląc, że spędzimy tam maksymalnie godzinę – zeszło nam co najmniej 3 (baby na zdjęciach).  Zgadnijcie kto był najbardziej poszkodowany…. pamiętacie właściciela hotelu, z którym jechałyśmy? Tak, tak, czekał na nas cały ten czas. Niestrudzony podrzucił nas do centrum Ubud. (Później zapłaciłyśmy mu za fatygę – 15 000 od osoby (4,5 zł).

Ubud

W planach były oczywiście najsłynniejsze tarasy ryżowe – Tegalalang, niestety zmęczenie wzięło górę i udałyśmy się do centrum Ubud zjeść coś dobrego. Mówią, że jest to miasteczko najbardziej urokliwe na całym Bali. Ciężko jest się z tym zgodzić zewsząd czując woń przypieczonych słońcem śmieci z nutą kadzidełek.  Centrum jest brudne, gorące i nie ma tu wiele do roboty. Wieczorną atrakcją są stragany, na których możecie dorwać przecudowne ręcznie robione torebki, biżuterię i mnóstwo balijskich pamiątek. Teraz jest czas na zakupy – taniej już nie będzie. 

Dzień III 

Dzień ten był bardzo aktywny. Jako, że jet lag wdawał się we znaki, nie spałyśmy od 3. Dlatego już o 7 rano zeszłyśmy na śniadanie i ruszyłyśmy w stronę Ubud (nasz hotel oferuje darmową podwózkę do centrum raz dziennie). Z tamtąd planowałyśmy znaleść pana, który spędzi z nami cały dzień pokazując nam wcześniej znalezione w internecie miejsca. Nie musiałyśmy długo spacerować – każdy jest tu taksówkarzem i każdy ma dla Ciebie ofertę nie do odrzucenia (po pewnym czasie robi się to bardzo irytujące). Chwila na targowanie i za cenę 650 000 rp (195 zł/ 39zł/os) miałyśmy wycieczkę na cały dzień. 

Tirta Gangga Temple

Naszym pierwszym przystankiem była świątynia Tirta Gangga. Wejście to symboliczna opłata ( ok 5 zł). To właśnie tutaj po raz pierwsze zetknęłyśmy się z urokiem balijskich świątyń oraz buddyjskim spokojem idealnie współgrającym z pięknem przyrody. 


Lempuyang Temple 

Najsłynniejsza świątynia na Bali znana bardziej jako GATEWAY TO HEAVEN. To właśnie w tym miejscu można sobie strzelić odjazdową fotę w bramie na wodzie. Co prawda jest pięknie, jednak rzeczywistość mnie delikatnie przeraziła. Świątynia jest niesamowicie duża i aby ją obejść całą potrzeba około 4 godzin. Większość ludzi zagląda jednak tylko i wyłącznie do 1 punktu – bram świątyni. Aby wejść na jej teren należy uiścić drobną opłatę (ok 2-5zł). Dostaje się również tradycyjny, balijski sarong – jest to materiał zakrywający nasze nogi i ramiona, bez którego nie możemy wejść do świątyni.

 Zanim weszłyśmy do środka zakładałam, że spędzę tam maksymalnie pół godziny. Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam kolejkę do zdjęcia w bramie, a czas oczekiwania szacowano naokoło 2,5 h! Upał, zero cienia, a na sobie grube szmaty, nie ma to tamto – chcesz foteczkę? Musisz cierpieć. Oczywiście porządku pilnują pracownicy świątyni. Jest też specjalnie zatrudniona osoba do robienia zdjęć.

 

W rzeczywistości przy bramie nie ma wody,  aby powstał taki efekt wystarczy podczas robienia zdjęcia odpowiednio podłożyć lusterko. Ostatecznie po tylu godzinach stania odpuściłyśmy sobie dalsze zwiedzanie świątyni. No ale fotka była 😉

Kanto Lampo Waterfall

Na Bali jest wiele wodospadów. Niestety te najpiękniejsze znajdują się na północy wyspy – czyli zupełnie nie po drodze, gdyż większość turystyki skupia się na południu kraju. Planowałyśmy zobaczyć Sekumpul Watrefall oraz GitGit Waterfall. Niestety jest to kolejna całodniowa wycieczka, na którą my czasowo nie mogłyśmy sobie pozwolić. Poprosiłyśmy kierowce aby zawiózł nas na najbliższy wodospad i tak oto trafiłyśmy na Kanto Lampo. 

Dzień IV

W poszukiwaniu rajskich plaż, opuściłyśmy Bali i wyruszyłyśmy w kierunku Gili Islands. Cena za transport, którą udało nam się wytargować z właścicielem pierwszego hotelu to 575 000 rp (172 zł). Obejmowała przewóz z hotelu do portu w Padang Bai, podróż łodzią na wyspy Gili  i z powrotem w wyznaczonym sobie terminie, oraz transport z portu do Canggu. 

Przejazd na Gili Trawangan trwał około 2 godzin (nie licząc godziny dojazdu do portu) i nie należał do najprzyjemniejszych (łódki były ciasne i obskurne). Wszystko jednak wynagrodził nam niesamowity widok jaki zastałyśmy na miejscu. Po 3 intensywnych dniach w dżungli, obraz krystalicznej wody i egzotycznej plaży to było na prawdę coś! Zdecydowałyśmy się zakwaterować na największej wyspie – Gili Trawangan.   

Hotel: Trawangan Dive Resort 

Pobyt: 2 noce 

Cena za 5 osób ze śniadaniami: 3 742 200 Rp/ 1122 zł/ 224 zł/os 

https://www.booking.com/hotel/id/trawangan-dive.pl.html?label=gen173nr-1FCAEoggI46AdIM1gEaLYBiAEBmAEeuAEHyAEN2AEB6AEB-AELiAIBqAIDuALj8OLoBcACAQ;sid=9e93fc6cd01a69c2e2cf677460539d59

Hotel ten mogę wam w stu procentach polecić – blisko plaży, śniadania genialne, pokoje czyste, a obsługa niesamowicie miła! Było to nasze najlepsze miejsce noclegowe podczas tej podróży. 

Przed wylotem internet ostrzegał nas, przed podróżą w to miejsce.  Rok temu miały tutaj miejsce ogromne trzęsienia ziemi, które zniszczyły wyspę. Mogę was jednak uspokoić, ponieważ została ona w 90% odbudowana, a turystyka kwitnie na nowo. Pomimo tego, ciągle gdzie niegdzie widać skutki tego tragicznego wydarzenia. 

Wyspy Gili to 3 niewielkie atole: Gili Trawangan, Gili Meno i Gili Air i chociaż położone są niedaleko od Bali – są zupełnie inne. Dzieli ich nie tylko odległość, ale przede wszystkim religia – muzułmanizm. I to właśnie ona ma największy wpływ na widzialne gołym okiem różnice. Nie znajdziecie tutaj hinduistycznych świątyń, nie będzie przepięknych ogrodów, nie poczujecie woni kadzidła o poranku, a zapach kurzu nieutwardzonych dróg oraz końskiego łajna. Jeśli przyjedziecie w okresie Ramadan – budzić was będą o 4 nad ranem modły muzułmanów, które puszczane są z głośników na całą wyspę  i trwają do 23. Natomiast po tej magicznej godzinie nie uraczycie imprezy – wszystko jest zamknięte.  Zamiast kobiet noszących sarong – będą te w burkach. To zupełnie inny świat – muzułmański. Taką Indonezję również warto poznać, jednak trzeba być ostrożnym. My niestety musiałyśmy przekonać się o tym na własnej skórze, ale o tym później.

Niestety, na wyspie nie istnieje transport publiczny, jedyną opcją są tutaj dorożki ciągnięte przez biedne, wychudzone konie. My zrezygnowałyśmy w tej „przyjemności” i same dałyśmy radę z walizkami.

Dzień ten spędziłyśmy na odpoczynku, plażowaniu oraz spacerowaniu po wyspie, która jest tak mała, że można przejść na drugą stronę w 30 minut. Wieczorem wykupiłyśmy sobie wycieczkę z nurkowaniem na kolejny dzień. 

Dzień V 

Wyżej wspomnianą wycieczkę zakupiłyśmy w cenie 150 000 rp (45 zł) . Obejmowała ona: 

Bardzo chciałabym polecić wam tą wycieczkę, jednak dla nas nie skończyła się ona szczęśliwie. Pouczone aby nie zostawiać pieniędzy w hotelu, wzięłyśmy wszystkie ze sobą. Podczas nurkowania z żółwiami – kiedy to jarałam się jak głupia i przeżywałam najpiękniejsze momenty swojego życia – jeden z przewodników ukradł mi 100 dolarów. Zorientowałam się w drodze powrotnej. Byłyśmy przerażone, ponieważ nie znałyśmy wysp, jesteśmy średnimi pływakami, a siedziałyśmy z dwoma złodziejami na maleńkiej łodzi. Zdecydowałyśmy upomnieć się o swoje w momencie gdy postawimy stopę na suchym lądzie. Oczywiście Panowie wszystkiemu zaprzeczyli, oskarżając nas o wydawanie pieniędzy bez opamiętania i imprezowanie. Upierali się przy tym, że na wakacjach przecież nie liczy wydatków, a oni są muzułmanami i trwa Ramadan, więc nie mogą robić takich rzeczy. Koniec końców, po 4 godzinach walki jeden z przewodników złamał się i oddał swoją skradzioną część, po czym uciekł razem z kolegą. Resztę pieniędzy odzyskałyśmy bezpośrednio na stoisku, gdzie zakupiłyśmy wycieczkę. Zostałyśmy zapewnione, że przewodnicy zostali zwolnieni.

Generalnie cała koncepcja wycieczki i towarzyszące przeżycia to coś co mogę polecić każdemu! Koniecznie wypożyczcie sobie GoPro, którym będziecie mogli zrobić sobie podwodne zdjęcia. Stoisk takich na wyspie jest pełno, my trafiłyśmy na to pechowe. Dużo tez w tym naszej winy, mamy nauczkę – kolejnym razem zostawiłyśmy pieniądze w sejfie. Tego dnia nauczyłam się również, że to nie Bali, gdzie ludzie wierzą w karmę i większość z nich nie skrzywdziłaby nawet mrówki – trzeba uważać – świat jest dziki i nieprzewidywalny. Do końca wyjazdu nieustannie towarzyszyła mi właśnie taka myśl. 

Druga połowa dnia przebiegła już spokojniej. Za 5 złotych od osoby wypożyczyłyśmy rowerki i pojechałyśmy na Sunset Point – właśnie tam podziwiać mogłyśmy jeden z piękniejszych zachodów słońca oraz zrobić sobie zdjęcie na słynnych huśtawkach wodnych. 

Dzień VI 

Wstałyśmy wczesnym rankiem i zaraz po pysznym śniadanku ruszyłyśmy w stronę łodzi. Tym razem mogłyśmy usiąść sobie na dachu i spędzić beztroskie 2 godziny opalając się i słuchając świetnej muzyki. Pomimo tego, że wyspy Gili są piękne, cieszyłam się, że wracam na Bali, a 2 dni tam spędzone to był wystarczający czas. 

Wczesnym popołudniem dotarłyśmy do naszej kolejnej destynacji – Canggu. Po dniach spędzonych na wyspach, gdzie panuje bieda – widok modernistycznego Canggu to był to! Pierwszy tydzień naszej podróży postanowiłyśmy zakończyć w luksusowych klimatach! Wynajęłyśmy więc nieco droższą willę z prywatnym basenem i łazienką na świeżym powietrzu.

Hotel: Regali Villa Canggu 

Pobyt: 1 noc 

Cena dla 5 osób ze śniadaniami: 3 078 000 Rp/ 813 zł/ 162 zł os 

https://www.booking.com/hotel/id/regali-villa-canggu.pl.html?label=gen173nr-1FCAEoggI46AdIM1gEaLYBiAEBmAEeuAEHyAEN2AEB6AEB-AELiAIBqAIDuALj8OLoBcACAQ;sid=5de08f19cec942dbb945432230ce1ea8

Według mnie hotel nie warty swojej ceny. Pomimo względnych „luksusów” jedzenie pozostawiało wiele do życzenia, a łazienka i basen ewidentnie wymagały renowacji. Obsługa nie mówiła za dobrze po angielsku, a mojej koleżance – wegetariance podano zupę z kurczakiem. Nie mogę wam polecić tego miejsca, tak jak mówiłam góruje hotel z Gili Island. 

 Zakochałam się jednak w atmosferze jakiej tworzy Canggu! Duże fale i ogromne plaże to idealne miejsce dla surferów, szczególnie tych z Australii którzy jeżdżą na Bali jak my na Ukrainę. Rzeczywiście każdy tutaj próbował swoich sił na desce! Przyjaźni ludzie, hipsterskie knajpki, pyszne jedzenie oraz kluby na plaży – gdybym miała wybierać, zamieszkałabym właśnie tutaj. Canggu to miasto, które wspominam najlepiej z całego wyjazdu. To zdecydowany must-have na waszej Balijskiej liście! 

Dla 3 z nas była to ostatnia noc na Bali, więc nie mogło się to skończyć inaczej – wybrałyśmy się na imprezę na do Finnis Club, Old Men’s i Sands Bar (ten ostatni polecam w szczególności – jest to klub na piasku!).

Dzień VII 

Był to dzień zwiedzania Canggu, kąpania się w basenie, pysznego obiadku i spacerowania po plaży oraz przeprowadzki do innego hotelu – również w tym mieście.

Hotel: Anginsepoi 

Pobyt: 1 noc 

Cena dla 2 osób: 520 000 Rp/ 137 zł/ 68zł os 

https://www.booking.com/hotel/id/angin-sepoi.pl.html?label=gen173nr-1FCAEoggI46AdIM1gEaLYBiAEBmAEeuAEHyAEN2AEB6AEB-AELiAIBqAIDuALj8OLoBcACAQ;sid=038b58aecf6b8754c03ce63999cac730

Hotel pomimo tego, że 2 razy tańszy polecam znacznie bardziej niż „luksusową” willę Regali. No i ten basen – zupełnie mnie kupili!

Chciałyśmy odpocząć, ponieważ dziewczyny czekała 20 godzinna podróż, a ja z siostrą ruszałyśmy na dalszy podbój Bali, o którym opowiem Wam w następnym wpisie. 

A jeśli chcielibyście zarezerwować powyższe hotele 50 zł taniej, zapraszam do rezerwacji klikając tutaj –> Booking.com

Poniżej przygotowałam dla Was mapę z oznaczeniami miejsc, które odwiedzyłyśmy:

1.Ubud i Aloha Ubud

2. Tirta Gangga Tempe

3. Lempuyang Temple

4. Kanto Lampo Waterfall

5. Wyspy Gili

6. Canggu

CAŁKOWITY KOSZT W 1 TYGODNIU:

Poza wymienionymi kosztami, codziennie wydawałyśmy około 200 000 Rp na jedzenie i 25 000 Rp na świeżego kokosa. Więcej a temat jedzenia opiszę w osobny poście.

Noclegi: 616 zł

Transport: 229 zł

Wycieczki i atrakcje: 165 zł

Jedzenie: 420 zł

Kokos: 52 zł

Zakupy na targu: 48 zł 

Razem: 1530 zł 

PODZIEL SIĘ TYM POSTEM

OSTATNIE WPISY

Energylandia. Dojazd. Ceny. Atrakcje.
Pasta z bobu
BALI. Dwutygodniowy plan podróży + kosztorys cz.I

KOMENTARZE

avatar

Copyright © 2018 Dietetyka podróżnika. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Projekt i realizacja: SkyGraph

Wróć na górę