Opublikowano: 3 stycznia 2020

Tak jak wspomniałam w poprzednim poście, swoją przygodę zaczęłyśmy od 15-godzinnej przesiadki w Szhaghaju. Więcej na ten temat możecie przeczytać tutaj. Odwiedziny jednego z największych miast w Chinach były tylko przedsmakiem tego, co czekało nas dalej. Mówią, że Bangkok albo się kocha albo nienawidzi – ja należę do tych pierwszych. Na wizytę w stolicy Tajlandii poświęciłyśmy 2 pełne dni. Jeśli chciałbyś odwiedzić okoliczne atrakcje np. floating market – polecam zatrzymać się tutaj 3-4 dni. Myślę, że to optymalny czas na odwiedziny tego miasta i jego okolic. 

Bangkok świątynie wat pho, wat arung

Bangkok podstawowe informacje: 

Chinatown w Bangkoku 2 dni

Transport z lotniska:

Bangkok posiada dwa lotniska. My wylądowaliśmy na Suvarnabhumi i z tego miejsca też opiszę transport do centrum Bangkoku. Jest to jedno z największych na świecie lotnisk międzynarodowych. Oddalone jest około 35 km od centrum. 

Istnieje kilka opcji podróży do centrum stolicy. Najlepszą z nich (szczególnie w nocy) jest taksówka. Pamiętaj jednak, że tutaj należy ustalić cenę z kierowcą zanim wsiądziesz. Za dzienny kurs powinieneś zapłacić około 300 – 400 THB, za nocny 500-600 THB. Taksówkarze oszukują nieświadomych turystów mocno zawyżając te ceny. Opcja ta jest najwygodniejsza i idealna dla tych którzy nie chcą błąkać się po obcym mieście. My przyleciałyśmy około 2 w nocy, więc była to jedyna szansa na dostanie się do centrum. Pamiętaj aby upewnić się, że w cenie przejazdu jest już wliczona opłata za przejazd autostradą (50-120 bath).

W ciagu dnia do wyboru macie również: 

 

Nocleg: 

Tajlandia nie jest już tak tanią destynacją jak kiedyś. Przekonanie, że można tam podróżować za grosze jest mocno przesadzone. Przekonałam się o tym już na etapie szukania noclegu, gdzie aby znaleźć go w rozsądnym miejscu należało wydać tyle co w krajach europejskich. Było to dla mnie zderzenie z rzeczywistością, gdyż po podróży na Bali, byłam przekonana, że i tutaj będzie równie tanio. Znalazłam jednak jeden z tańszych noclegów na booking.com i był to strzał w 10. Dlatego z przyjemnością dzielę się dzisiaj nim z wami: 

Hotel: Rooftop Residence —-> zobacz tutaj

Cena: 180 zł za 3 noce/ os. 

Pokoje małe, ale przytulne i czyste – nic więcej nam do szczęścia nie trzeba. Lokalizacja świetna – 1 km od Chinatown. Dodatkowo na miejscu dowiedziałyśmy, że śniadania są w cenie. Ich plusem był fakt, że stołówka (dosłownie, ponieważ mieliśmy kuchnie oraz produkty spożywcze dostępne dla siebie i trzeba było samemu zrobić sobie posiłek) znajdowała się na samym dachu – wschód słońca z takim widokiem to nieziemskie doświadczenie. 

widok z hotelu Rooftop Residence w Bangkoku

2 Dni w Bangkoku – plan zwiedzania:

DZIEŃ I

Wat Pho 

Swoją przygodę ze stolicą Tajlandii rozpoczęłyśmy od wizyty w najstarszej świątyni – Wat Pho. Jest starsza od samego Bangkoku. Jako, że do miasta przyjechałyśmy w nocy, spałyśmy do 13 – zalecam jednak zacząć zwiedzanie już od bladego świtu. Świątynia czynna jest od 8:30 -18:30. Wstęp to koszt 200 bath. Miejsce piękne, mistyczne i zdecydowanie warte odwiedzenia. Największą atrakcją jest leżący budda o długości 46 metrów oraz wysokości 15 m, cały pokryty złotem – tak wieki, że ciężko jest zmieścić go na jednym zdjęciu. Niektórzy odwiedzający od razu zmierzają właśnie do niego, jednak według mnie świątynia ma znacznie więcej do zaoferowania. Piękne, kolorowe, pokryte ceramiką posągi, które idealnie oddają klimat Bangkoku, oraz szkoła medytacji, gdzie możemy oglądać prawdziwych mnichów. 

Bangkok wat Pho świątynia

Wat arun najstarsza światynia w Bangkoku

Wat Arun 

Dalej udałyśmy się odwiedzić świątynię Wat Arun inaczej zwaną Świątynią Świtu. Aby się do niej dostać należy przeprawić się na drugą stronę rzeki. Z Wat Pho do portu dojdziemy na piechotę (ok 10 minut). Sam transport wodny jest atrakcją i to w dodatku za grosze (4 THB). Docieramy tam o zachodzie słońca co jedynie uwydatnia piękno tego miejsca. Bilety nabywamy w cenie 50 THB. Przyznam szczerze, że świątynia ta zrobiły na mnie największe wrażenie. Nie mogłam się napatrzeć na to z jaką dokładnością została wykonana. 

transport do świątyni Wat Arun

wat Pho swiatynia w bangoku

Chinatown 

Po zmroku zbliżałyśmy się w stronę hotelu, ale zanim do niego dotarłyśmy, wybrałyśmy się do chińskiej dzielnicy Bangkoku. Według mnie to najlepsza dzielnica na wieczorny spacer oraz miejsce gdzie za grosze możesz spróbować lokalnych wyrobów (od lodów kokosowych poprzez pad thai na robakach i skorpionach kończąc). Życie w Bangkoku zaczyna się po zmroku. Ulice zapełniają się straganami, turystami a zewsząd słuchać głośną muzykę. Pomimo tłumów bawiłyśmy się świetnie. Tutaj również spróbowałam swojego pierwszego, tajskiego masażu (150 THB) – polecam dla tych wytrzymałych. 

Chinatown Bangkok

DZIEŃ II

Zerwałyśmy się z samego rana aby podziwiać największą atrakcję Bangkoku – Wielki Pałac. Tuk Tukiem ruszyłyśmy do wskazanego miejsca iii uwaga okazało się, że pałac z rana jest zamknięty, ponieważ odbywają się w nim nabożeństwa. Poinformował nas o tym jeden z lokalnych mieszkańców proponując nam alternatywę w postaci wodnej wycieczki float market, czyli wodnych sklepików. Nie dosyć, że dokładnie opisał nam drogę do portu, to jeszcze zrobił zniżkę 50 procent oraz zapewnił tuk tuka. Za godzinną wycieczkę zapłaciłyśmy 850 THB na głowę! Zazwyczaj jestem wyczulona jeśli chodzi o naciągaczy, więc do dzisiaj zastanawiam co nami wtedy kierowało. To było najgorsze doświadczenie podczas całej podróży. Jestem w 99 % przekonana, że Wielki Pałac był normalnie czynny, a my zostałyśmy najzwyczajniej w świecie oszukane. Pan przewiózł nas po nieciekawych, brudnych kanałach rzecznych Bangkoku, a pływającym marketem okazały się 2 łódki z super drogimi produktami spożywczymi. Nie miało to nic wspólnego z prawdziwym float marketem, który odbywa się około 8o km od miasta i aby tam dojechać należy poświęcić pół dnia. Zażenowana, uznałam to za drogą lekcję życia i więcej już nie dałam się nabrać. 

w bangkoku oszukują uważaj na oszutów

Grand Palace 

Po tym nieprzyjemnym doświadczeniu w końcu dotarłyśmy do Pałacu Królewskiego. Zanim dostałyśmy się do środka, zostałyśmy dokładnie przeszukane (należy oddać torbę strażnikom). Czasem proszą również o okazanie dowodu osobistego bądź paszportu, więc najlepiej mieć takowy przy sobie. Należy pamiętać oczywiście o odpowiednim ubiorze (długie, zakrywające kolana spódnice oraz zakryte ramiona). Tajowie są na tym punkcie bardzo przewrażliwieni i jest to wymóg obowiązkowy. Jeśli jednak zapomnisz odpowiedniego ubioru, nie martw się – na miejscu można wszystko wypożyczyć ( za ok 200 batów). Wejście kosztowało nas 500 batów – jest to najdroższy wstęp do świątyni, jednak moim zdaniem warto. Z powodu ogromnych upałów i tłumów, zwiedzanie najlepiej zaplanować na godziny poranne. Nam z wyżej wymienionego powodu się nie udało, dlatego trafiłyśmy w sam środek największego gorąca, starając się nie staranować pozostałych turystów. Widok wynagradzał wszystko. Pałac Królewski to zdecydowanie jedno z piękniejszych tworów ludzkiej ręki jakie miałam okazję oglądać. Wybudowany w 1782 roku, przez 150 lat służył jako dom dla królów oraz dworu królewskiego. Dzisiaj zachwyca szczegółowością i piękną architekturą. Aby ze spokojem zwiedzić to miejsce, polecam zarezerwować sobie około 2 godziny.

Pałac Krolewski w BAngoku plan zwiedzania

pałac królewski bangkok

grand palace bangkok

Pałac czynny jest od 8:30-15:30. 

Khao San Road

Wieczór spędziłyśmy na najsłynniejszej ulicy Bangkoku – Khao San Road. Według mnie miejsce troszkę przereklamowane i zdecydowanie bardziej polecam Chinatown. Jako, że jest to ulica bardzo turystyczna to i ceny są znacznie wyższe i ludzie są nastawieni na zarabianie. Nie tak wygląda prawdziwy Bangkok – część turystyczna interesuje nas mniej. Jeśli szukasz rozrywek i imprez, Khao San Road jest miejsce gdzie je znajdziesz. My tą atrakcję musiałyśmy odpuścić, ponieważ już kolejnego dnia rano wybierałyśmy się w dalszą podróż – na wyspę Koh Chang. O tym usłyszycie w następnym wpisie.

mnich buddyjski bangkokPo więcej zdjęć oraz całą relację odsyłam was na mój Instargam: dietetyka_podroznika.

PODZIEL SIĘ TYM POSTEM

OSTATNIE WPISY

Wegańskie risotto po meksykańsku
Czekoladowo-migdałowe ciasto a’la straciatella.
Mleczno-truskawkowy deser walentynkowy

KOMENTARZE

avatar

Copyright © 2018 Dietetyka podróżnika. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Projekt i realizacja: SkyGraph

Wróć na górę