Opublikowano: 9 września 2020

Żyjemy w niepewnych czasach, które nie pozwalają nam właściwie nic konkretnego zaplanować, w szczególności jeśli chodzi o podróże. Pół roku siedzenia w Polsce było dla mnie bardzo ciężkim czasem. Nic dziwnego, że gdy znalazłam nieziemsko tanie bilety na Sardynię nie wahałam się ani sekundy. Plan był prosty: zwiedzić jak najwiecej w tydzień.

Dużo dobrego słyszałam o tej włoskiej wyspie i od zawsze chciałam ją odwiedzić. Oddalona o 2 godziny lotu od Polski zachwyciła mnie wielkością, bogactwem natury, lazurową wodą i różnorodnością. Już teraz mogę Ci zdradzić, że z pewnością nie będziesz się tam nudzić! Wszystko jednak wygląda pięknie gdy się o tym czyta, problemy pojawiają się później. Jak zwykle swoją podróż planowałam odbyć jak najaktywniej i w sposób najbardziej ekonomiczny.

Planując wyprawę, przeczytałam, że chcąc zwiedzić jak najwięcej Sardynii, niezbędnym jest wynajęcie samochodu. Turystyka pokoronawirusowa nie jest jednak łatwa. Kilka większych wypożyczalni zbankrutowało, większość samochodów była już wykupiona, a ceny pozostałych sięgały takich kwot, że głowa parowała. Pozostało przemieszczanie się autobusem. Wiele osób odradzało ten środek transportu: miały jeździć nieregularnie, rzadko, niezgodnie z rozkładem no i generalnie opieranie na nim całej swojej wycieczki było dużym ryzykiem. Na forach aż wrzało! Niektórzy nawet z tego powodu odwoływali swoje wakacje. Potwierdzam tyko ostatnie – ryzyko było jak zawsze, ale autobus spisał się idealnie, a nasz plan zrealizowałyśmy w 99% (1% nie z naszej winy, ale o tym poniżej). Sardynia punta molentis

Ogółem o Sardynii

Sardynia jest włoską , skalistą wyspą, drugą co do wielkości na Morzu Śródziemnomorskim. Weź te słowa na poważnie – to jak wielka i górzysta jest,  zdałam sobie sprawę dopiero na miejscu, gdy po raz kolejny przejeżdżaliśmy drogą prowadzącą wzdłuż skarp. Wizytę na wyspie warto podzielić sobie na część północną i południową. Mało prawdopodobnym jest, aby zaliczyć wszystko za jednym razem – no chyba ze zostajesz tutaj na co najmniej miesiąc. 

Stolicą jest Cagliari (południe wyspy) – czyli tam gdzie lądowałyśmy my. Istnieją jeszcze 2 inne lotniska: Olbia (północna część) oraz Alghero (północno – zachodnia). Zastanawiając się jaki region wybrać, warto wiedzieć, że północ jest tą bardziej turystyczną częścią, a co za tym idzie droższą i nie koniecznie piękniejszą. My wybrałyśmy południe bo tak znalazłyśmy bilety, północ zostawiłam sobie na kolejny raz.

Językiem narodowym jest sardyński i włoski. Polecam nauczyć się kilka podstawowych zwrotów w tym drugim, ponieważ dogadać się tutaj po angielsku to wielkie szczęście. Mieszkańcy nie pojmują tego, jak można nie rozumieć włoskiego i nawijają do Ciebie jak do starego przyjaciela. Po tygodniu spędzonym na wyspie, gdy po raz kolejny zostałam zalana falą włoskiego dialektu, rozkładałam jedynie ręce mówiąc jedynie: „no capito” .

Sardynia

Transport publiczny na Sardynii

Według moich osobistych odczuć, Sardynia jak na wyspę śródziemnomorską jest bardzo dobrze skomunikowana. Do większości miejscowości dojedziesz autobusem, a dłuższe trasy pokonasz koleją w bardzo dobrym stanie. Głównym przewoźnikiem jest firma ARST. Ceny biletów zależne są od długości trasy jaką pokonujesz. Gorąco polecam aplikację: Drop Ticket, jednak wymagana jest tutaj karta SIM włoska lub angielska. Nie dosyć, że można płacić kartą, to jeszcze po wpisaniu trasy pokazuje dokładną cenę. Pozostałym polecam szukać biletów w tzw. tabacchi (sklepy z tytoniem) przy przystankach lub u kierowcy (tutaj trzeba się liczyć z dopłatą +1e). Na temat biletów wieloprzejazdowych niestety nic Wam nie powiem. 

Przy wyszukiwaniu trasy, bardzo mocno przysłużyło się Google Maps, gdzie godziny oraz ceny za przejazd zgadzały się co do minuty. Śmiem stwierdzić, że autobusy jeździły punktualniej niż w Polsce (z małymi wyjątkami w większych, turystycznych miejscowościach np. na trasie Cagliari – Villasimius). 

Kilka wskazówek odnośnie transportu:

Plan podróży

Ten post podzielę na miejsca, które zdołałyśmy odwiedzić po kolei opisując atrakcje, wskazówki oraz osobiste odczucia. Poniżej znajdziecie hotele, w których się zatrzymałyśmy. Jak zwykle priorytetem była lokalizacja oraz cena.

Dzień I

Cagliari 

To właśnie w Cagliari  wylądowaliśmy. Do miasta polecam dostać się pociągiem (1,3e), który jedzie 5 minut, podczas gdy autobusy około 40 minut.

cagliari

stolica sardynii

W Cagliari odkryłyśmy 2 super punkty widokowe, które naszym zdaniem warto zobaczyć: Bastione di Saint Remy oraz Porta Christiana. Jeśli wpiszecie te nazwy w mapy, na pewno poprowadzą Was do celu. 

cagliari centrum

W centrum nie za bardzo jest co robić. Myślę, że kilka godzin w Cagliari wystarczy aby pospacerować po mieście i zjeść coś dobrego. Tak też zrobiłyśmy i późnym popołudniem byłyśmy już w naszym guesthouse oddalonym ok 45 minut autobusem od stolicy. Wieczorem wybrałyśmy się na lokalną plażę, aby zjeść kolację w ulubionej formie: kocyk + sucharki + serek + oliwki. 

widok z guesthouse Sardynia

zachód słońca cagliari

Dzień II

Villasimius, Punta Molentis, Cala Giunco 

Tak jak wspomniałam wyżej, problemy z autobusem pojawiły na trasie do Villasimius. Nasz autobus się nie zatrzymał. Na szczęscie nasz host Alessandro podrzucił nas do Punta Molentis samochodem. Według mnie to najpiękniejsza plaża jaką widziałyśmy na całej Sardynii. Gorąco polecam nie pchać się na tłumną plaże, lecz udać się na lewo, gdzie macie masę miejsca dla siebie, piękne skały niczym na Seszelach i krystalicznie czystą wodę!

punta molentis Sardynia

Wstęp na plażę kosztuje 3 euro + 10 e za całodniowy parking. Obowiązuje kolejka i limit osób przebywających na plaży. Warto więc wybrać się tam już z samego rana. 

Na Punta Molentis spędziłyśmy całe przedpołudnie. Po południu pojechałyśmy na inną plażę Cala Giunco. Dostałyśmy się tam za pomocą sardyńskiego tuk – tuka (rikszy? Mam nadzieje, że wiecie o czym mówię). Musicie wziąć pod uwagę, że w okolicy Villasimius jest kilka plaż wartych odwiedzenia. Są jednak oddalone od siebie o kilka dobrych kilometrów. Cala Giunco to równie piękna, publiczna (czyli darmowa) plaża, jednak po porannym zachwycie Punta Molentis, nie zrobiła już na nas takiego wrażenia. Krystaliczna woda to chyba wyznacznik wszystkich sardyńskich plaż, wiec i tutaj błękit raził po oczach. Jedną, wyróżniającą cechą tej plaży jest fakt, że tuż obok znajduje się rezerwat przyrody z flamingami, nie musisz więc wybierać się na Arubę aby zobaczyć te urocze ptaki w naturalnym środowisku. giunco

giunco

tuk tuk w villasimius

Na zdjęciu macie nr kontaktowy, aby wynająć TUK TUK.

punta molentis

Samo Villasimius to niewielkie, urocze miasteczko z całą masą restauracji i knajpek. Nie jest położone bezpośrednio przy plażach, a jakieś 2-3 km w głąb lądu. Tam właśnie mieści się jedyny przystanek, z którego mogłyśmy wrócić do domu. Tam również dostałyśmy się Tuk Tuk.

Villasimius

Bardzo polecam okolice Villasimius, gdy celujecie w jedno miejsce na wyspie i chcielibyście spędzić cudowny, różnorodny tydzień na Sardynii. 

Dzień III

Baunei

Z samego rana spakowałyśmy się, zjadłyśmy pyszne śniadanie przygotowane przez Alessandro i ruszyłyśmy w najdłuższą trasę tej podróży – do górskiego miasteczka Baunei. Czekały nas aż 4 przesiadki autobusem i byłam przygotowana na ciężką przeprawę. Finalnie nie było tak źle.  Po drodze zatrzymałyśmy się na kilka godzin w Costa Rei – jednej z większych turystycznych destynacji, aby sprawdzić, czy wybór tej destynacji byłby dla Was ok. Costa Rei to zecydowanie spokojniejsza miejscowość niż Villasimius. Niestety turystów było bardzo dużo, a plaża nie zachwycała nas szczególnie. Dodatkowo miasteczko leży po środku dosłownie niczego, więc nie będzie dobrą bazą wypadową. Polecamy dla tych, którzy lubią leniwe wakacje. Jako aktywny podróżnik, nie zdecydowałabym się na postój tutaj. baunei

Po kilku godzinach ruszyłyśmy dalej. Im dłużej jechałyśmy tym bardziej dało się zauważyć zmiany w krajobrazie. Z nadmorskich, tropikalnych klimatów, przenosiłyśmy się w góry. To było coś niesamowitego i pomimo, że cała podróż zajęła nam około 6 godzin, jak zaczarowana podziwiałam to co dzieje się za szybą.

trekking na sardine

góry na sardynii

widoki na trasie Costa Rei - Bounei

villasimius

baunei

W Baunei zatrzymałyśmy się jedynie na 1 noc, ponieważ właśnie stąd rozpoczyna się słynny trekking na Cala Goloritze (podobno jedną z najpiękniejszych plaż Sardynii). Podobno, ponieważ nie udało nam się tam dotrzeć i był to ten 1 % planu, który nie udało się zrealizować. W obecnych czasach, aby się tam wybrać należy zarezerwować sobie miejsce w aplikacji HEART OF SARDINIA w przeciągu 72 h od planowanego trekkingu. Wyobraźcie sobie nasze zdenerwowanie, gdy czynność chciałyśmy wykonać ponad 24 godzin przed, a już nie był miejsc. W drodze do Baunei byłam zawiedziona i chciałam od razu jechać dalej, jednak gdy tylko dojechałyśmy do miasteczka – cały stres gdzieś się ulotnił. To miejsce jest magiczne! Miasto w górach z widokiem zapierającym dech w piersiach. Klimat jaki tworzą lokalsi, piękne, kolorowe domki, świeże figi, spokój i cisza  – przepadłam. Chciałam jedynie spacerować i podziwiać.

co robic w baunei

baunei sardynia góry

Dzień IV

Pedra Longa, Cala Gonone

Z samego rana, w godzinach których miałyśmy być na trekkingu zdecydowałyśmy się na odpoczynek w mieście. To chyba nie dla nas i los nie chce abyśmy spokojnie przeżywały wakacje. Zaczęłyśmy nasz leniwy spacer, a skończyłyśmy podziwiając Pedra Longa – przepiękną, strzelistą skałę z niesamowitą plażą. Czytając przewodniki przed podróżą, nie spotkałam się ze wzmianką na temat tego miejsca, a zdecydowanie warto! Sami spójrzcie:

pedra longa

pedra longa

pedra longa

Przyszła mi do głowy myśl, że Sardynia jest pełna właśnie takich ukrytych miejscówek i to jest w niej cudowne. Dlatego też, nie ma opcji aby poznać ją całą za jednym razem.

Trasa na Pedra Longa jest długa i żmudna, na szczęście część drogi złapałyśmy autostop.

Baunei Sardynia

Po cudownym dniu spędzonym w Baunei, złapałyśmy kolejny autobus do Cala Gonone – typowo turystycznej miejscowości na Sardynii. Zdecydowałyśmy się na nocleg tam, ponieważ miasteczko leży w mocno polecanej Zatoce Orosei. To właśnie tutaj mieszczą się cudowne plaże, do których dostać się możemy jedynie drogą morską. Cala Gonone jest więc świetną baza wypadową do ich odwiedzenia. W miasteczku znajduje się port, skąd codziennie odpływa masa wycieczek, prywatnych i publicznych na Cala Luna, Mariolu, Fuili, czy Goloritze (dokładnie ta do której miał się odbyć trekking). Ceny zależne są od sezonu oraz plaży do jakiej chcemy dopłynąć. Cala Gonone samo w sobie nie jest niczym zachwycającym – ot nadmorska miejscowość pełna knajpek. Tak na prawdę w godzinę jesteśmy w stanie obejść całą. Dodatkowo zauważyłyśmy znaczny wzrost cen. W porównaniu do poprzednich miejscowości – ta była najdroższa. Bysnes is bysnes.

Cala Gonone

Cala Gonone

wschód słońca Cala Gonone

Dzień V 

Cala Luna

Zdecydowałyśmy się na rejs do plaży Cala Luna. Koszt takiej wycieczki to 20 euro. Rejs trwa 40 minut a na plaży mogłyśmy spędzić cały dzień. Tak na prawdę bardzo chciałyśmy odwiedzić jeszcze inne plaże. Niestety nie wzięłyśmy pod uwagę tego, że jest szczyt sezonu. Pomimo pandemii, ludzi była masa, więc rezerwacja z dnia na dzień była niemożliwa.

Cala luna

Plaża jest dosyć kamienista, świetnie sprawdzą się tu buty do wody. Ja swoich zapomniałam i porządnie poraniłam sobie nogi. 

cala luna

Na Cala Luna znajdziecie 2 restauracje, gdzie możecie zjeść obiad, lub napić się czegoś zimnego. Polecam jednak zabrać swój prowiant. Jedzenie nie wyglądało apetycznie, a ceny jak z kosmosu. Moja siostra zamówiła sobie panini i dostała zwykłą zimną bułkę z plastrem żółtego sera. 

restauracje cala luna

Dzień na Cala Luna dał nam mocno w kość. Wróciłyśmy do hotelu i padłyśmy ze zmęczenia. 

Dzień VI 

Oristano,Torre Grande i Cabras

Z samego rana wsiadłyśmy w kolejny autobus (a właściwie 2 i jeden pociąg) aby dostać się do Oristano – miasteczka położonego na północnym wschodzie Sardynii. Od razu rzuciła mi się w oczy totalna zmiana klimatu. Jest to jedno z większych miast na wyspie,  tętniące życiem i cywilizacją, pełne kolorowych budynków i uśmiechniętych ludzi.  Oristano nie leży bezpośrednio przy morzu. Do tego, należy jechać jakieś 40 minut autobusem. Więcej tutaj rozległych jezior i klimat bardziej przypominający Mazury. To również kolejne miejsce, gdzie mając szczęście możecie dostrzec flamingi w swoim naturalnym środowisku. Bardzo chciałyśmy zobaczyć też półwysep San Giovanni de Sinis oraz plażę Is Aturas – jedyną kwarcową a wyspie.

cabras

kolorowe oristano

Do Oristano dojechałyśmy po południu. Tego dnia wybrałyśmy się jedynie do wioski obok – Cabras. To niewielka miejscowość pełna kolorów. Można poczuć prawdziwy klimat Sardynii samej w sobie – bez masy turystów.

cabras

Z Cabras zrobiłyśmy sobie spacer do Torre Grande – najbliżej położonej nadmorskiej dzielnicy od Oristano. Nie polecam pokonywać tej trasy na nogach – weźcie autobus. Jest żmudna i prowadzi przy głównej drodze, a idąc nie zobaczyłyśmy nic ciekawego.

Torre Grande

Torre Grande to nadmorska dzielnica (miasteczko?) przy Oristano. To tutaj macie najbliższy dostęp do morza. Plaża pełna turystów i bardzo brudna. Nie zagościłyśmy tam długo. Wróciłyśmy do centrum aby zjeść pyszną kolację i odpocząć.

Dzień VII

Is – Arutas, Półwysep San Giovanni di Sinis

Ostatni dzień zwiedzania wykorzystałyśmy w pełni. Z samego rana udałyśmy się na jedyną, kwarcową plażę na Sardynii – Is Arutas. Z centrum jeździ bezpośredni autobus i tutaj po raz kolejny Google Maps nas nie zawiodło. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić jak podróżowanie było ciężkie bez internetu.

is aturas

is arutas

Is Arutas to przepiękna plaża, zamiast piasku znajdziecie tam kwarcowe kamyczki. Jak dla mnie to obowiązkowy punkt dla wszystkich przebywających w okolicy Oristano. 

Dalej udałyśmy się bezpośrednim autobusem na półwysep San Giovanni di Sinis. Sama wioska San Giovanni jest malutką miejscowością z wieloma knajpeczkami. Ceny tutaj są bardzo niskie, dania smaczne a domowe wino dodatkowo umilał gorące popołudnie. Na miejscu również znajdują się plaże gdzie można odpocząć, jednak my miałyśmy już ich przesyt. Przyjechałyśmy tu, aby przejść się na sam koniec półwyspu, skąd rozpościera się cudowny widok. Pokonanie trasy zajmuje ok 40 minut, a widoki po drodze zachwycają. Zdecydowanie warto! Jedynym minusem jest ogromny upał (35 stopni), który znacznie utrudniał drogę.

san giovani di sinistra

kolejka na san giovanni di sinnis

san giovanni di sinis

Na koniec półwyspu jedzie również kolejka turystyczna (4e od osoby). 

Hotele

Cagliari

Hotel: Daddos >click< Rezerwacja przez serwis AGODA

Noce: 2

Cena: 130 euro/2 os ze śniadaniem

Cagliari guesthouse

Świetne, skromne miejsce niedaleko plaży. Idealna baza wypadowa do Villasimius i miejscowości na wschód od Cagliari. Sam guesthouse mieści się ok 40 min busem od stolicy. Alessandro to przemiły, towarzyski Włoch. Bardzo chętny do rozmowy, niestety jedynie po włosku lub hiszpańsku. Jeśli bylibyście zainteresowani to posiadam prywatny kontakt, dzięki czemu zarezerwujecie ten nocleg taniej, bezpośrednio u niego. 

Baunei 

Hotel: Albus Guest House >click<

Noce: 1 

Cena: 59 e/2 os

Tak właściwie to dostałyśmy cały apartament z dobrze wyposażoną kuchnią. Idealne miejsce pod względem lokalizacji z przepięknym widokiem z kuchni.  Polecam jeśli tak jak my, traktujecie hotel jako miejsce głównie do spania. Tutaj również posiadam prywatny kontakt do właściciela.

Cala Gonone

Hotel: Albergo Miramare >click<

Noce: 2

Cena: 195 e/ 2 noce 

Hotel *** położony w samym centrum Cala Gonone. Posiada duży taras z cudownym widokiem na morze, z którego codziennie podziwiałyśmy zachody słońca (wschody też!). Pokoje czyste, zadbane, możliwość wykupienia śniadania w hotelu w cenie 10e.

Oristano

Hotel: Hotel Mistral 

Noce: 2 

Cena: 108 e/2 os

Hotel w centrum Oristano. Cena ze śniadaniami w postaci bufetu. Dobre połączenie autobusowe. Miła obsługa niesamowicie dbająca o czystość. Polecam! 

Niektórzy mogą sądzić, że tak intensywny wyjazd na wakacje mija się z celem. Pewnie myślicie tez ze byłyśmy zmęczone ciągłym przemieszczaniem się czy zmienianiem hotelu. Nic z tych rzeczy! Ja kocham taki aktywny wypoczynek, a transport autobusami to była jedynie dodatkowa wycieczka krajoznawcza.  Opuszczając Sardynię, na lotnisku ujrzałam taki napis, który świetnie opisywał moje wrażenie o tej wyspie: „Sardinia – endless island” – Sardynia – nieskończona wyspa. I dokładnie tak samo o niej myślę! Mogłabym ją odkrywać i odkrywać i jestem przekonana, że codziennie zachwycałaby mnie na inny, wyjątkowy sposób. Z nutą niedosytu, wróciłam do Polski.

Gdybyście chcieli zobaczyć jak wyglądała moja podróż, zapraszam Was na mój Instargam – dietetyka_podroznika. Tam w zapisanych relacjach będziecie mogli zobaczyć to co dzisiaj Wam tutaj opisuję. 

0 0 vote
Article Rating

PODZIEL SIĘ TYM POSTEM

OSTATNIE WPISY

Gdzie smacznie i zdrowo zjeść w Rzeszowie?
Sardynia po mojemu czyli po wyspie autobusem. Plan podróży, porady, wskazówki, noclegi
Faszerowana cukinia po włosku

KOMENTARZE

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Copyright © 2018 Dietetyka podróżnika. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Projekt i realizacja: SkyGraph

Wróć na górę