Opublikowano: 1 lutego 2019

Wpisując w Google „Majorka” znaleźć możecie wiele poradników dotyczących tej wyspy: co zobaczyć, gdzie pójść na imprezę, co zjeść czy z jakich atrakcji skorzystać. Nie byłam oryginalna wybierając się tam zimą i nie jestem jedyna opisująca te wszystkie piękne miejsca! Jednak pisanie dla was osobistych relacji z różnych miejsc sprawia mi tyle radochy, że nie jestem w stanie ubrać tego w słowa. Widząc, że czytacie i że wam się to podoba (i może to być 2 osoby) – SKACZĘ Z RADOŚCI!

Żyjemy w czasach kiedy ciężko jest nas zaskoczyć czymś wyjątkowym, czasem mam wrażenie, że już wszystko wymyślono, a większość instagramowiczów czy bloggerów tworzy posty ślepo kopiując kolegów po fachu. Sama nie wiem co o tym myśleć, przecież każdy z nas szuka inspiracji i  pragnie „zabłysnąć” w sieci na swój sposób. Jak więc wykazać się kreatywnością i stworzyć coś zupełnie nowego? Ostatnio usłyszałam zdanie, które mocno zapadło mi w pamięć i powtarzam je sobie w myślach, kiedy miewam wątpliwości odnośnie tego co robię: „Niczego nowego nie wymyślisz, pisano już o wszystkim, dla ludzi ważny jest sposób w jaki podejdziesz do tematu – TWÓJ osobisty punkt widzenia. Nigdy nie jest za późno aby zacząć”. Tak więc jestem, zaczynam i szukam w podróżach pierwiastka tego co kocham najbardziej – dietetyki.

W dzisiejszych czasach co druga osoba jest lub kiedyś była na diecie. Większość kobiet jest niezadowolona z tego jak wygląda. Coraz większą wagę przykuwamy do tego co kupujemy i spożywamy na codzień. Jest nas coraz więcej w gronie zdrowo odżywiających się. Coraz częściej podróżujemy i pracujemy zdalnie, bądź wyjeżdżamy służbowo, a mimo to pragniemy zadbać o swoją sylwetkę. Niekiedy wyjeżdżając na wakacje boimy się, że za bardzo „popuścimy hamulce”, mierzymy się z obco brzmiącymi nazwami potraw nie zdając sobie sprawy z tego co tak naprawdę się pod nimi kryje. Wychodząc wam na przeciw stworzyłam serię wpisów o podróżach moim dietetycznym okiem. Dzięki temu jadąc do obcego kraju będziecie wiedzieć nieco więcej o tradycyjnej kuchni, zakupach, kulturze jedzenia, kaloryczności wybranych posiłków czy tego co warto spróbować, a co lepiej sobie odpuścić.  

Wracając do tematu posta… Na Majorce rządzi kuchnia hiszpańska z elementami kuchni śródziemnomorskiej. Jej główną dewizą jest świeżość składników i prostota dań. Pomimo mało żyznych gleby Majorki, świeże owoce czy warzywa cechuje niezwykła smakowitość. Polecam skosztować chociażby pomarańczy prosto z drzewa (w życiu nie jadłam pyszniejszych!).  W kuchni majorskiej przeważają ryby, owoce morza, warzywa, makarony a także wieprzowina (Dobrze czytasz! Wyspa słynie z hodowli świni). Zaciekawieni? Przyglądnijmy się więc kuchni na Majorce OKIEM DIETETYKA.

Zwyczaje kuchni na Majorce:

W porównaniu do Hiszpanów, Majorczycy jedzą śniadania co jest raczej niespotykane w krajach śródziemnomorskich. Dzieje się tak ze względu na duży napływ turystów, którzy ślad po sobie pozostawiają nie tylko na zatłoczonych plażach, ale również – jak się okazuje – w zwyczajach kulinarnych.  Niestety, na pierwszy posiłek spożywa się zazwyczaj PAMB OLI, czyli chleb wiejski z oliwą. Taka forma śniadania nie należy do najzdrowszych, ponieważ węglowodany proste (biały chleb) spożywane w nadmiernych ilościach z tłuszczami to prosta droga do otyłości i wielu chorób dietozależnych. Nie obędzie się również bez porannej kawy, która zawsze występuje w towarzystwie słodkich przekąsek.

Obiad spożywa się tutaj około godziny 13, natomiast kolację około 20.  Każdy posiłek zaczyna się od lekkiego tapas (przystawki) co jest typowym, hiszpańskim zwyczajem. Następnie przechodzi się do dania głównego, po którym następuje (obowiązkowo!) deser, najczęściej w formie migdałowych ciasteczek GATOS DE MALLORCA w towarzystwie lodów waniliowych. Do posiłku pija się lekkie, lokalne wina bądź wodę. Majorczycy – jak zresztą mieszkańcy każdej z wysp śródziemnomorskich jedzą bardzo powoli. Obiad lub kolacja może składać się nawet z 4 potraw i  trwać 3 godziny! Jest to czas zarezerwowany dla najbliższych. Jestem zauroczona tym sposobem ucztowania, ponieważ odnoszę wrażenie, że w Polsce non stop za czymś gonimy, a więc i nasze posiłki (niestety) zjadane są w samotności i wieczny pędzie.

Tradycyjne potrawy na Majorce okiem dietetyka: 

Prawdziwym hitem jest tutaj PAELLA – czyli tradycyjne danie na bazie ryżu z różnymi dodatkami. Jest to taki tamtejszy „gulasz”. Najczęściej spotkać ją możemy w 3 odsłonach:

Równie znaną odmianą paella jest Fideua. Różnica polega jedynie na zamianie ryżu na specjalny rodzaj makaronu.

Czy paella jest zdrowa? Ogólnie tak, jednak wszystko zależy od przygotowania i od upodobań kucharza. W tradycyjnej wersji oprócz ryżu i owoców morza czy mięsa, znajdziemy również czosnek, oliwę, paprykę, groszek czy szafran. Szacowana ilość kalorii w 100 gramach tej potrawy to ok.140 Kcal, jednak decydując się na nią w restauracji zwróćmy uwagę czy aby nie jest zbyt tłusto przyrządzona (dodatkowe sosy, duża ilość oliwy), ponieważ wtedy może być naprawę wysokokalorycznym daniem.

 

Lokalną wariacją paelli jest tutaj ARROZ BRUT – czyli dosłownie brudny ryż. Ni to zupa (spożywane łyżką) ni to danie (bardzo treściwe). W skład wchodzi ryż, zajęcze i drobiowe mięso, papryka, biała rzodkiewka, pomidory, cebula czy oliwa. Wyglądem nie zachęca, jednak tak jak paella jest daniem bardzo pożywnym. Kaloryczność zależy od sposobu. przygotowania i w 100 gramach będzie wynosiła około 150 -200 Kcal.

 

 

Najczęstszym sosem, który możecie spotkać na Majorce jest AILOLI. To nic innego jak tamtejszy sos czosnkowy. Podawany dosłownie do wszystkiego – ziemniaków, chleba, sałatek, warzyw, najczęściej podawany z pieczywem i oliwkami jako przystawka. To istna bomba kaloryczna! Spójrzcie na skład: żółtka, oliwa, musztarda, cukier, czosnek, olej słonecznikowy. Jedna łyżka to nawet 150 kalorii!

 

Image result for tumbetPrzeglądając menu majorskich restauracji, możecie natknąć się również na tajemniczą nazwę TUMBET. Jest to tamtejsza wersja ratotouille, czyli  smażone na oliwie warzywa: bakłażan, czerwona papryka, cebula, pomidory, ziemniaki zapiekane w sosie pomidorowym, i podawane w formie zapiekanki.  Serwowane zarówno jako przystawka jak i danie główne. Ze względu na swój skład bardzo popularne wśród wegan. Wydawać by się mogło, że jest to danie niskokaloryczne, jednak podawane w restauracji – przygotowywane jest zazwyczaj na głębokim tłuszczu. Ta „niewinna” porcja warzyw może zawierać nawet 350 kalorii

 

Image result for coca mallorca

Jednym z popularniejszych dań wyspy jest tzw. COCA – chrupiący placek różniący się od pizzy głównie kształtem, a także brakiem sera. Dostać je możemy w każdej piekarni, czy sklepie. Najbardziej polecane odmiany to:

Przyznacie sami, że to dosyć nietypowe połączenia? Warto pokusić się o  kawałek, jednak należy uważać gdyż coca tak jak jej włoska przyjaciółka, to źródło naprawdę wielu kalorii i zaliczyć ją możemy do lokalnych fast foodów. 

 

Image result for ENSAIMADAPrzejdźmy do słodszych tematów.  Najpopularniejszym deserem jest tutaj ENSAIMADA – czyli słodkie ślimaki. Są to bułeczki drożdzowe opruszone cukrem pudrem. Są tak popularne, że możemy je dostać dosłownie wszędzie: w restauracjach, barach czy sklepach. Ich skład przypomina naszą polską słodką chałkę jednak sekretem jest proces fermentacji jakiemu ulega ciasto wyrobione z wody, jajek, mąki, cukru i (uwaga) tłuszczu wieprzowego. Najczęściej możemy spotkać ją  w wersji ze śmietanowym kremem lub z dużą ilością migdałów i bakalii. Ensaimada to istna bomba kaloryczna! W 100g bułki znajdziemy około 470 Kcal (a mało która bułeczka tyle waży!). 

 

Image result for EMPANADILLAS DE SOBRASADA Y MIEL

To co odróżnia kuchnię majorkańską od śródziemnomorskiej to duża ilość mięsa wieprzowego w diecie. Przykładem może być choćby SOBRASADA – czyli pasta z wieprzowiny zawinięta w kiełbasiany flak. Jest to narodowa wędlina Majorki, która służy nie tylko jako smarowidło do chleba ale również tworzy się z niej oryginalne potrawy takie jak chociażby EMPANADILLAS DE SOBRASADA Y MIEL (pikantne mięsne pierożki z nutą miodowej słodyczy). Wyrabiane z ciasta drożdżowego, zapiekane w piekarniku i posypane sezamem są naprawdę pyszne.  W jednej porcji (6 pierożków) znaleźć możemy około 325 Kcal, czyli stosunkowo dużo, biorąc pod uwagę wielkość porcji. Z pewnością nie uznałabym ich za pełnowartościowy obiad. 

 

Co piją Majorczycy?

Oczywiście, że wino! W każdej postaci, jednak najlepiej lokalne i prosto z winnicy. Jeśli nie mamy takiej opcji to w supermarketach znajdziemy całe półki, przeróżnych win w dobrych cenach. Przykładowo za Rioje Crianza zapłacimy ok 3 euro. Grzechem by było nie wspomnieć tutaj o Sangrii, która pijana jest dosłownie wszędzie i w dużych ilościach niczym sok. Jest bardzo tania (ok 1 euro za litr) , niestety według mnie delikatnie przypomina naszą potrzciwą Amarenę (Krzysiu nie krzycz). 

Zakupy na Majorce.

Będąc na Majorce, dobrze jest spróbować tradycyjnych potraw jednak większość posiłków przygotowywałam sama w mieszkaniu. Po pierwsze lubię gotować, po drugie tylko wtedy jestem w pełni świadoma co wchodzi w skład mojej potrawy, a jest to dla mnie bardzo ważne. Gdzie robiłam zakupy? Najbardziej popularnym supermarketem jest LIDL i EROSKI CITY. To właśnie w tych dwóch miejscach mogłam zdobyć wszystko czego potrzebowałam w całkiem przyzwoitych cenach. Zdecydowanie najdroższym i najmniej zaopatrzonym sklepem jest SPAR. Oprócz typowych produktów, które znajdziemy w Polsce moją uwagę przykuły świeże warzywa i egzotyczne owoce, które samym wyglądem i zapachem zachęcały do zakupy. Naturalnym był widok świeżej papai, melona, marakui, arbuza czy mandarynek z liściem. Z warzyw królowały papryka, pomidory, ziemniaki czy bakłażany. To co najbardziej rzuciło mi się w oczy to ewidentny brak prawdziwego pełnoziarnistego pieczywa. Częściej spotkać można było nadmuchane, barwione karmelem bagietki, a także zwykłe białe pieczywo. Znalezienie zdrowych zamienników makaronu czy ryżu graniczyło cudem. Zamrażarki przepełnione były owocami morza, a wśród szynek królowały „Jamon Serrano” i „Jamon Iberico” – czyli słynne hiszpańskie szynki długodojrzewające.

Mówiąc o słodyczach bardzo popularne są tutaj wszelakie łakocie na bazie migdałów. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj TURRON – czyli słodka masa miodowo- migdałowa. Spotkać możemy ją w przeróżnych wariantach, jednak jedno jest pewne: w każdym jest pyszna i niestety strasznie tłusta (tabliczka to około 600 Kcal i więcej w zależności od dodatków!). Równie pyszne i równie kaloryczne są batony migdałowe w polewie miodowej a także chałwy na bazie orzeszków ziemnych.  

                  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

PODZIEL SIĘ TYM POSTEM

OSTATNIE WPISY

Borówkowo- kokosowy sernik na zimno z masłem orzechowym
Fasolowo-owsiane burgery z serkiem camembert
Fit naleśniki a’la BOUNTY

KOMENTARZE

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Iwona PawlusGustlik Recent comment authors
Gustlik
Gość
Gustlik

Bardzo ładnie opisane. Odnosząc się do Sangrii nie powielam zdania Iwony, ponieważ możecie w szanownej ‚wikipedi’ poczytać czym jest Sangria, a czym Amarena.
Poza tym zgadzam się z tematem owoców i warzyw, świeżość jest najważniejsza. Mieliśmy możliwość porównać cytryne z drzewa na naszym tarasie a jakąkolwiek inną. Polecamy jakieś lokalne ryneczki/giełdy owocowo-warzywne, gdzie rolnicy sprzedają swoje plony!

Copyright © 2018 Dietetyka podróżnika. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Projekt i realizacja: SkyGraph

Wróć na górę