Opublikowano: 30 września 2018

„Jedziemy na Zanzibar!” Opowiadałam z nutą ekscytacji w głosie. Nie mogłam uwierzyć, że moje marzenie w końcu się spełni! Chciałam, aby wszystko było idealnie. Pogoda, hotel, podróż. W głowie miałam tylko ten klasyczny, internetowy obrazek – słońce, palmy, biały piasek i lazurowe niebo. Potrafiłam codziennie oglądać zdjęcia z plaży Kiwengwa Beach i wyobrażać sobie, że właśnie tam siedzę. Był to taki mój mały sposób na przetrwanie zimowej deprechy…. ale od początku. Zapraszam do posta, który otwiera serię o ZANZIBARZE.

IMG_1264

Praktyczne informacje.

Nazwa Zanzibar pochodzi z języka arabskiego i dosłownie oznacza „piękna wyspa”.  Nie sposób się z tym nie zgodzić. Należy wiedzieć (i nie mylić!), że nazwa ta nie odnosi się do całego archipelagu Zanzibar, a jedynie do jednej z 53 wysp do niego należących (2 największe – Zanzibar (Unguja)  i Pemba a także 51 malutkich wysepek).  Leży na Oceanie Indyjskim i w całości przynależy do Tanzanii a jego stolicą jest miasto Zanzibar z flagową częścią – Stone Town, która jest równocześnie najstarszą jego dzielnicą. Językiem urzędowym jest język Kisuahili, czyli język Króla Lwa. Od przylotu można usłyszeć radosne: Hakuna Matata (będzie dobrze), Pole , Pole  (powoli), czy też Jambo! – (dzień dobry). Większość Zanzibarczyków płynnie posługuje się również angielskim. Dodatkowo zauważyliśmy, że bardzo szybko uczą się innych języków. Weźmy za przykład Deo z Zanzibaru, który płynnie mówi po polsku i świetnie sprawdza się w roli przewodnika. Mieliśmy również okazję spotkać na plaży Masaja w koszulce „Król Krakowa” który twierdził , że nauczył się Polskiego z internetu- ot tak na potrzebę rynku.

mapa-zanzibar

Jak dostaliśmy się na wyspę?

Na Zanzibar wybraliśmy się razem z biurem podróży TUI. Dlaczego skorzystaliśmy z usług biura? Nasza przygoda z podróżowaniem dopiero się rozpoczęła, nie byliśmy gotowi na podróż w tak odległe miejsce na własną rękę. Przyznam szczerze, baliśmy się. Dodatkowo TUI miało korzystną ofertę (według nas idealną dla tych, którym ciężko przychodzi oszczędzanie:)), Pozwalała na wpłatę tylko 5% całej kwoty przy rezerwacji, na resztę mieliśmy rok. Pozwoliło nam to łatwiej zarządzać oszczędnościami, obliczyć kwotę którą musimy odłożyć miesięcznie, tak aby zmieścić się z zapłata w wyznaczonym terminie. Lecieliśmy lotem czarterowym polskiego przewoźnika Enterair. Cała podróż trwała 12h ( z 45 minutowym międzylądowaniem w Hurghadzie) i była to najgorsza część wyprawy. Nie dosyć, że podczas podróży nie mieliśmy zapewnionego ciepłego posiłku (o czym byliśmy poinformowani w biurze), to jeszcze moja irytacja wzrosła podczas międzylądowania, kiedy to poprzez zmianę klimatu strasznie chciało mi się pić. Nikt z obsługi, pomimo usilnych próśb nie sprzedał mi wody.

IMG_0230

Liczy się pierwsze wrażenie?

Na wyspę przylecieliśmy około 19. Ku naszemu zaskoczeniu było ciemno (słońce wschodzi tutaj o 6:30 i zachodzi o 18:30) i… PADAŁO. Ale jak to padało? A no tak.. Na Zanzibarze obowiązują dwie pory roku. Pora sucha trwa od czerwca do października i od stycznia do lutego. Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie- przecież był lipiec.

IMG_0388

Będąc na lotnisku doznaliśmy na lekkiego szoku. Przypomina ono starą, zaniedbaną salę gimnastyczną. Drewniane stoły, pajęczyny w rogach. Przyznam jednak- miało to swój afrykański urok. Formalności związane z wykupieniem wizy (kupujemy na miejscu , zaraz po przylocie, koszt to 50$), odprawą celną i całą papierologią ( jest tego sporo- pytania o twój zawód, status społeczny, wiek, stan cywilny. Możesz napisać, że jesteś królem świata i okolic z wiernym giermkiem u boku –  byli i tacy, nikt tego nie czyta!) zajęły ponad 2 godzin. Panował kompletny chaos. Pocieszałam się, że nie jesteśmy w tym sami, a widok pozostałych wycieczkowiczów utwierdzał mnie w przekonaniu, że nie tylko my nie wiemy co się dzieje. Wyspa sprawiała fatalne pierwsze wrażenie, wydaje mi się że moje oczekiwania po prostu były zbyt wygórowane.

IMG_0597

Tips, tips i jeszcze raz tips.

Zanzibar to kraj napiwkami żyjący. Nie jest przesadzonym stwierdzenie, że tubylcy traktują turystów jak bankomaty! Już od samego początku warto mieć ze sobą kilka jednodolarówek. Wiadomo- zostawianie napiwków jest wyrazem kultury osobistej i swego rodzaju podziękowaniem, ale mieszańcy przywykli do nich do tego stopnia, że biorą to za standard. Podczas naszego pobytu nasuwa mi się jedna sytuacja- idealny przykład tego, o czym mówię. Krystian miał urodziny. Wyczytałam gdzieś, że należy zgłosić taką okoliczność w recepcji, a obsługa przygotuje specjalny tort urodzinowy w ramach prezentu od hotelu. Pomimo tego, chciałam im jakoś podziękować za zaangażowanie po całej sytuacji.  W dniu urodzin poszłam się upewnić czy wszytko jest przygotowane, ale recepcjonista nie miał pojęcia o czym mówię. O wszystkim przypomniał sobie po zapłacie 20 dolarów;). Jeśli więc, chcesz cokolwiek załatwić czy dowiedzieć się, lepiej miej te pare dolarów ze sobą.

IMG_0324

Nasz hotel.

Zatrzymaliśmy się w hotelu Sultan Sands Resort. Podczas wyboru kierowaliśmy się przede wszystkim odległością od plaży i jej wyglądem – a tamtejsza, wierząc Masajom – była najpiękniejsza i bezpośrednio przy hotelu! Z naszych informacji wynikało, że z niektórych obiektów, na plażę trzeba było dojeżdżać specjalnym busem.

Hotel na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie przeciętnego, szczególnie po tak ciężkiej i długiej podroży. Jednak musicie sobie uzmysłowić jedno – to co na Zanzibarze ma 5 gwiazdek, u nas dostałoby maksymalnie 3. Nie zrozumcie mnie źle – później zakochaliśmy się w tym miejscu i gorąco je wszystkim polecamy, jednak moją pierwszą myślą było : „Zabierzcie mnie do domu, błagam”. Obiecaliśmy dać wyspie drugą szansę- następnego dnia. Było już późno, a w końcu to raj na ziemi – tak mówią.

Cały kompleks urządzony był w stylu afrykańskim. Mieszkaliśmy w tzw „bungalow” – niewielkim domku w strefie Baobab (strefa dla dorosłych). Obsługa to przemili ludzie o pozytywnym nastawieniu do życia. Ciągle tańczyli i śpiewali. Nawet pracując sprawiali wrażenie, że dobrze przy tym bawią. (Cały czas miałam przed oczami siebie w pracy, śpiewającą „Jambo bwana”  i poruszająca się w rytmie salsy pomiędzy stolikami). Pomimo dużej liczby gości, po kilku dniach zapamiętywali twoje imię, numer pokoju, a nawet starali się mówić po Polsku ( my w Kisuahili też!).

IMG_0651

Jeśli chodzi o wyżywienie all inclusive było smaczne.  Myślę, że na śniadaniach czy obiadach każdy znalazł coś dla siebie. Natomiast kolacje były według mnie mistrzostwem świata. Owoce morza, makarony, pizze, gorące dania, live cooking, sałatki, sushi – codziennie coś innego, codziennie w towarzystwie muzyki na żywo, bądź innych pokazów.IMG_0908

Obsługa hotelowa bardzo dbała o czystość. Codziennie wieczorem  w pokojach rozpylany był specjalny środek owadobójczy , nie martwiliśmy się więc, że coś nas w nocy pogryzie:) Pokoje to jedno, ale dla ciekawostki powiem, że codziennie rano, ludzie w koszulkach „green fingers”  grabili piasek na plaży.(???)

IMG_0238

Codziennie wracając z plaży, zastawaliśmy pokój w nienagannym stanie.

 

Najpiękniejsza plaża na świecie.

Do dyspozycji gości hotelowych jest ogromna prywatna plaża, na której spędzaliśmy większość czasu. Zadziwiał fakt, że pomimo dużego obłożenia hotelu, plaża sprawiała wrażenie pustej. Biały jak puder piasek i lazurowe niebo? tak to wszystko prawda. Mogłam godzinami siedzieć w miejscu i chłonąć ten widok. Najlepiej wspominam czas kiedy to podczas odpływów rozkładano siatkę i wszyscy – masajowie, obsługa, goście hotelowi- graliśmy do momentu, aż poczuliśmy jak fale uderzają nam o stopy i powolutku zacierają narysowaną wcześniej „granice” boiska.  W między czasie można było nabyć wodę prosto z kokosa od lokalnych sprzedawców i podziwiać niesamowity zachód słońca.

Czy polecam Zanzibar jako wakacyjną destynację?

Zdecydowanie tak! Pomimo złego pierwszego wrażenia, cały pobyt był niesamowitym przeżyciem. Na każdym kroku zachwycało nas coś innego. Przyroda, zachody słońca, kultura, jedzenie. Życzę każdemu z was aby chociaż raz w życiu wybrał się na tak egzotyczne wakacje. Warto zobaczyć również, jak żyją tubylcy (nie tylko przez szklany ekran smartfona). Czy wybrałabym się jeszcze raz na własną rękę? Chciałabym kiedyś spróbować- czemu nie, jednak po tym co zobaczyłam myślę, że mamy jeszcze za mało doświadczenia w podróżowaniu. Jeśli masz tak jak my – moim zdaniem warto zapłacić te pare groszy więcej i w spokoju cieszyć się urlopem w tropikach, a podróżowanie samemu zacząć od Europy.

IMG_0491

Jeśli chcielibyście zobaczyć w skrócie jak wyglądały nasze wakacje zapraszam do obejrzenia naszego vloga <klick>

 

 

PODZIEL SIĘ TYM POSTEM

OSTATNIE WPISY

Buraczane brownie z orzechami
Bataty z czosnkowym twarożkiem i suszonymi pomidorami
Paluchy twarogowe z oliwkami, pestkami dyni i szuszonymi pomidorami

KOMENTARZE

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Iwona PawlusŁukaszAgata Skrajnowska Recent comment authors
Agata Skrajnowska
Gość

🤗😇😇

Łukasz
Gość
Łukasz

Bardzo fajny wpis. My w czerwcu wybieramy się właśnie do tego hotelu więc tym cenniejsze były to dla Nas informacje 🙂

Copyright © 2018 Dietetyka podróżnika. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Projekt i realizacja: SkyGraph

Wróć na górę